Home    Forum    O stronie







   kwasy       pod lupą       byliśmy       komunikacja      

przedmowa
Dworzec PKP w Sopocie

Zniszczona, brudna elewacja, wystrój wnętrz przypominający bardziej czasy PRL niż obiekt godny europejskiego kurortu. Tak wygląda sopocki dworzec PKP.



// // Tongue of Colicab










dowody



















akt oskarżenia

We wrześniu 2004 na łamach "Dziennika Bałtyckiego" pisano o planach władz miasta dotyczących zagospodarowania terenu dworca. Tymczasem nic nie wskazuje na to, że budynek w najbliższym czasie doczeka się remontu. W jednym władze miasta i PKP są zgodne - tak dłużej być nie może.
- Zastanawiamy się nad koncepcją dworca, który pasowałby do architektury i klimatu Sopotu - mówi Włodzimierz Wasilewski, zarządca rejonu Dworców Kolejowych PKP w Gdańsku.

Na tym jednak plany PKP się kończą. Suchej nitki na dworcu nie zostawia Jacek Karnowski, prezydent Sopotu.
- Taki dworzec to zła wizytówka i wstyd dla miasta - mówi prezydent. - Proponowaliśmy kolei, że razem moglibyśmy coś w tej sprawie zrobić, np. ogłosić przetarg lub poszukać inwestora. Niestety, odpowiedziano nam, że nic zrobić nie można, ponieważ kolej nie ma uregulowanego stanu prawnego tych terenów.
Władze miasta, nie mogąc porozumieć się z kolejnymi spółkami kolejowymi, zdecydowały się wziąć sprawy w swoje ręce.
- Będziemy stopniowo przejmować tereny PKP za długi wobec nas - deklaruje Karnowski.

Blisko rok temu władze Sopotu opracowały wstępną koncepcję zagospodarowania terenu dworca PKP. Tam, gdzie obecnie znajdują się kasy SKM ma powstać 3 lub 4-piętrowy budynek handlowo-usługowy, z miejscem na kasy. W pobliżu może znaleźć się hotel, a od ul. Podjazd parking na 240 miejsc. O terminie realizacji na razie nikt mówić nie chce.

- To bardzo wstępny projekt - podkreśla Zofia Kaszkur, naczelnik wydziału Strategii Rozwoju Miasta Urzędu Miasta Sopotu. - Na razie staramy się o pozyskanie środków w wysokości 35,5 tys. euro z funduszy europejskch na dofinansowanie prac przygotowawczych, które odpowiedzą na pytanie, czy realizacja tej koncepcji jest w ogóle możliwa.
To jednak dopiero początek zmagań o zmianę wizerunku dworca. Problemem pozostają grunty należące do PKP, które mają nieuregulowany status prawny lub leżą w tzw. strefie zamkniętej.

- Budynek dworca znajduje się na działce tzw. strefy zamkniętej, w której obowiązują określone procedury - mówi Włodzimierz Wasilewski, zarządca rejonu Dworców Kolejowych PKP w Gdańsku. - Aby zmienić ich status, należy wystąpić do ministra infrastruktury. Dopiero wówczas można ubiegać się o pozwolenia na budowę.

Zdaniem Wasilewskiego, do końca tego roku powinno być wiadomo, co stanie się z budynkiem dworca. Rozważane są dwie koncepcje. - Albo wyburzymy istniejący budynek i postawimy nowy, albo zmodernizujemy istniejący, tak aby był bardziej funkcjonalny i uwzględniał wymogi władz miasta - wyjaśnia Wasilewski.

Budynek PKP to na razie twierdza nie do zdobycia dla osób niepełnosprawnych. Jedyny podjazd, który znajduje się w pobliżu zejścia na perony prowadzi do kantoru wymiany walut, miejsca w którym kilka lat temu mieściła się informacja kolejowa.
- Nie ma szans, aby dostać się na dworzec w Sopocie - mówi Piotr Rybak, sopocianin poruszający się na wózku inwalidzkim. - Nie ma dostępu na perony, ani do kas. Bez pomocy innych osób nie jestem w stanie wydostać się z miasta.

Podróżni twierdzą, że na sopockim dworcu jest czysto. Obiekt sprzątany jest raz dziennie. Myta jest podłoga, okna, parapety.
- Hol dworca sprzątany jest rano, perony w nocy - mówi Maria Jóźwiak, zastępca prezesa Kolejowych Zakładów Usługowych w Gdańsku.