Home    Forum    O stronie







   kwasy       pod lupą       byliśmy       komunikacja      

przedmowa
Klub 'Enzym'

Znalazłem w maxmagazine ciekawy opis tego lokalu, dlatego chiałbym go tutaj pokazać. Od siebie dodam, że nie mija się on z prawdą.




// // Tongue of Colicab








dowody



akt oskarżenia

Enzym jest to lokal, który z trudnością znosi upływ czasu. Na początku swego istnienia zachwycał swoich gości świeżym wystrojem, wygodnymi sofami oraz przyjemną, tolerancyjną atmosferą. Obecnie rozczarowuje.

Był czas, gdy zjeżdżały tu polskie gwiazdy. Można było stuknąć się pokalem z Chylińską lub Skawińskim; organizowano koncerty. Lokal kojarzono w całej Polsce, ponieważ zadziwiał odwagą projektów. Występowały piękne dragqueen. Od czasu do czasu, przy akompaniamencie rozentujazmowanego tłumu, odbywały się profesjonalne stripteasy. Niedgdyś wypadało tu bywać. Teraz miło gości się w Enzymie tylko wtedy, gdy inne trójmiejskie lokale są zamknięte. Krótko mówiąc: jeżeli chcecie zobaczyć, jak w klubie nie powinno być - zajrzyjcie koniecznie. Brud, smród, ubóstwo formy i treści.

Lokal jest ponoć gay-friendly, jednak w środku karczycha w czarnych skórach efektywnie pilnują heteroseksualnego porządku. Kiedyś świetnie się tu czuło homoseksualne towarzystwo. Niestety, dziwnie prowadzona selekcja sprawiła, że prędzej spotka się tu szemranego osobnika o szerokich barach, niż geja w sexy t-shircie. Trzeba przyznać, że homo wciąż się pojawiają, jednak ich celem jest racej szybkie znalezienie pary i bezpieczna ewakuacja, niż miłe spędzenie wieczoru.

Są co prawda darkroomy. Niegdyś te niewielkie przestrzenie cieszyły się olbrzymim powodzeniem. Dziś, opowieści o przerażających grzybach, świetnie rozwijających się w ciemnej wilgoci, odstraszają nawet najbardziej spragnonych dotyku nieznajomego.

Lokal dzieli się na trzy sale. Dużą przestrzeń taneczną wzbogacono o wysokie podesty, na których sprawni i zaradni mogą prezentować swe wdzięki. Zazwyczaj nie trzeba się wspinać, gdyż pustki sprawiają, że jedyną widownię stanowi personel. Bar jest mały zatem ubierajcie bieliznę, ponieważ stojący za Wami będą mieć możliwość świetnie sięzorientować w Waszej fizys. Oklejone i ofaflane meble nie zachęcają trzeźwych gości do siedzenia. W chilloucie jest z kolei zazwyczaj zimno. Poza tym nagłośnienie w tym miejscu pozostawia wiele do życzenia.

Jeżeli chodzi o muzykę, to grany jest niezbyt aktualny house w wydaniu prowincjonalnym. Raczej nie zdarza się DJ-om zachwycicć gości eksperymentem. Słyszy się bum-bum bez wyobraźni, ładu i składu. Króko mówiąc - żadnych wyrafinowanych, ciekawych rytmów, tylko kawałki sprzed sezonu.

Negatywnie można również ocenić obsługę - barmanki się nie usmiechają, zaś barmani dziwnie dziwnie wysoko noszą głowy. Zatem jeśli myślicie, że możecie tu wpaść samotnie na rekonesans - odradzam. To nie jest klub, w którym można nad kieliszkiem wyśmęcić obsłudze swe żale.

No i strzeżcie się: zdarzyć się może, że nawet jeśli uiścicie opłaty za wstęp, zostaniecie wystawieni na zewnątrz bez ostrzeżenia.