Home    Forum    O stronie


   kwasy       pod lupą       byliśmy       komunikacja      

przedmowa
Rajd Gdynia - Sopot

Czemu nie powinien sie odbywać? O tym w artykule

// // Tongue of Colicab

akt oskarżenia

Rajd Gdynia - Sopot odbywa sie na jednej z DWÓCH GŁÓWNYCH dróg łączących oba miasta. Oczywiste zatem jest, że ogranizowanie rajdu na jednej z nich i to w sezonie grozi korkami. Nie inaczej jest co roku, od kilku lat. Na 2 dni zamykana jest ulica dla ruchu i wszyscy musza jezdzić objazdem. Oczywiście są z tego pieniądze, więc jak można byłoby odmówić. Tym bardziej, że przecież pan Karnowski mieszka na Kamiennym Potoku i jego objazd nie interesuje. W tym roku było jeszcze dodatkowe wydarzenie, cechujące sprawną inaczej organizacje Sopotu, o tym poniżej (źr. Gazeta Wyborcza)

"Ciężko ranni kierowca rajdowy i kibic walczą o życie. Podczas niedzielnego wyścigu samochodowego w Sopocie fiat seicento wypadł z trasy, potrącił widza i rozbił się na drzewie.

Do wypadku doszło o godz. 15.30 na jednym z łuków ulicy Malczewskiego - pomiędzy cmentarzem Komunalnym a skrzyżowaniem w Brodwinie, 350 metrów po starcie. Prowadzony przez doświadczonego, 50-letniego gdynianina Romana Głowienke fiat seicento osiągnął w tym miejscu prędkość ok. 100 km/h (na co dzień obowiązuje tu ograniczenie do 40 km/h).

Według relacji świadków auto wpadło w poślizg: - Wyglądało to przerażająco - mówi Andrzej Jasiński, jeden z widzów. - Kierowca rozpędził się, jadąc pod górę, i nie wyrobił na łuku. Odbił się od krawężnika, który wyrzucił fiata w górę. Wtedy auto zawadziło o kibica stojącego poza wyznaczonym dla publiczności obszarem. Samochód przeleciał kilka metrów i uderzył w drzewo.

Na miejscu natychmiast pojawiła się dyżurująca na starcie karetka. Ratownicy rozpoczęli reanimację rajdowca, u którego nastąpiło zatrzymanie akcji serca, potem przewieźli kierowcę do Akademii Medycznej. Równocześnie drugi ambulans wiózł rannego kibica na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej szpitala na Zaspie. Do późnego wieczora nie odzyskał świadomości, jego stan lekarze określili jako ciężki.

- Stan Romana jest krytyczny, ale wierzymy, że się z tego wyliże - mówił w niedzielę wieczorem Lesław Orski, organizator imprezy i trener rajdowca. - Niestety, popełnił błąd. Doskonale to widać podczas oglądania filmu zarejestrowanego przez kamerę umieszczoną wewnątrz auta. Gdy wjechał na górę i zaczął wchodzić w zakręt, postawiło go w poprzek drogi. Musiał za mocno skontrować kierownicą i wyrzuciło go.

Organizatorzy imprezy (jednego z etapów Międzynarodowych Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski) w ulotce dla widzów tak opisali miejsce tragedii: "Odcinek od pierwszego lewego łuku przez drugi prawy jest bezpiecznym dla publiczności fragmentem trasy i tam można śledzić rywalizację zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Tutaj samochody będą się stopniowo rozpędzać. Następny lewy zakręt w lesie jest bardzo niebezpieczny. Kibice powinni zajmować wyłącznie miejsca po wewnętrznej stronie zakrętu. Nie wolno natomiast oglądać zawodów od strony zewnętrznej". Ranny widz (jego tożsamości nie udało się dotychczas ustalić) nie zastosował się do tej ostatniej wskazówki. - Próbowaliśmy go wcześniej przegonić z tego miejsca, ale odmówił - twierdzi Orski.

Okoliczności zdarzenia bada prokuratura. Rajd natychmiast przerwano."


Widz odmówił? Jeżeli bierze udział w jakiejś imprezie, to musi podporządkować się obsłudze oraz nakazom i zakazom przebywania. Mam nadzieję, że prokuratura weźmie ten fakt pod uwagę. Nie można winić kierowcy, bo to jego "praca", a widz jakby stał tam, gdzie było dozwolone, to nic by się nie stało. Oprócz wspomnianej blokady drogi w Sopocie (w sezonie!) mamy jeszcze tragedie przez błąd organizacji. A turysta wjedzie do miasta i co powie? "Ale tu są korki". Świetna reklama.