|
akt oskarżenia |
|
Brrr... Było obrzydliwie! Zimno i deszcz padał. Nie wiem czy pomógł support czterech zespołów Downa tfu.. hip-hopowych! Zreszta zdziwiłem się widząc pełno... facetów - około 30% nie licząc ochrony Gryf i policji. Ja rozumiem, że próżność kobiet jest wielka, ale nie rozumiem co faceci w tym widzieli - poziom hiphopu w Polsce już dawno przebił się przed dno i ciągle spada, a wątpie, żeby oni przyszli na koncert grajka 'made in usa' (no dobra - Jamajka:P). Współczuję gościom wyciągniętym na koncert przez swoje kobiety (co to za kobiety, co lecą jak muchy do wiadomo czego:)
To, że ludzie tam byli nie powinno dziwić - mnie trochę zdziwiło, że było tak mało (albo mi się wydaje:P). Nagłośnienie było beznadziejne - nie słyszałem prawie nic:/ Gdyby koncert był tego wart, na pewno przyszłoby więcej ludzi! Trójmiasto ma jakieś 800 000 mieszkańców. Nawet na plaży gdzie nie było za dużo widać, ludzi było niewiele, widziałem jakieś grupki zatęchłych ćpunów.
Dla porównania podam kilka szczegółów z koncetu Cypress Hill/Pink 2. lipca i Massive Attack/Goldfrapp 3. lipca w Gdyni- kilkadziesiąt tysięcy więcej ludzi (ze względu na format gwiazd, nie jakaś panienka grająca reggae), większa scena, O WIELE LEPSZE NAGŁOŚNIENIE, lepsza organizacja ochrony... Dużoby tu wymieniać! Sopot schodzi na psy - na prowizorycznej scenie na molo gra Sean Paul (szkoda, że nie jest chłopcem), a w Operze obLeśnej Arka Noego. No brawo!
|
|