|
akt oskarżenia |
|
Urząd Miasta f Sopocie. Lol. Taki sobie mały budyneczek. Wchodzę do środka przez ciężkie, wąskie drzwi i widzę.. no właśnie. Niewiele widzę, bo tam jest po prostu ciemno. Tablic informacyjnych brak. Jest tylko niemiły facet w informacji. Wszelakie tablice, jakie wiszą, kojarzą mi się z początkiem lat '90. Takie czarne z wciskanymi literkami układającymi się w napisy.
Wybierzmy się po dowód osobisty. Jest to przykład typowej biurokracji w Sopocie. Czekamy na starych, prawie dziurawych siedzeniach (jest ich UWAGA aż 5!) na swoją kolej. Dobra, weszliśmy. Podania o dowód nie weźmiemy ot, tak sobie. Zostajemy ZAPISANI na konkretny dzień i godzinę (!), na którą... mamy złożyć podanie (!!!). Nie można przyjść kiedy nam pasuje - "z góry" dostajemy termin. I zanim cokolwiek wypełnimy mamy OD RAZU zapłacić w kasie (to się pazerność nazywa:). Oki, złożyliśmy to chore podanie. Przyszedł czas odbioru dowodu. Znowu kolejka, a więc jak za dawien dawna, jak w przychodni latamy z pytaniem "Kto tu jest ostatni w kolejce?". Ciężko zainwestować w maszynę wydająca numerki? Na Poczcie głównej jest takie urządzenie i tam nie ma kolejek, przepychania etc. To tylko Sopot, więc nie będę wymagał za dużo:)
Dopisek 21 sierpnia 2004: Poniżej publikuję list od pewnej dziewczyny, która jest od urodzenia osobą niepełnosprawną (dane osobowe do mojej wiadomości). Opisuje ona, jak musiała się użerać z Sopotem.
Pewnego pięknego dnia, kiedy to po skończeniu moich 18. urodzinek, postanowiliśmy pojechać wyrobić dowód osobisty. Pięknie podjeżdżamy pod UM i parkujemy w wyznaczonym dla inwalidów miejscu, wysiadamy patrzymy: oo. jest podjazd dla wózków... cool... wturlałam się do środka i patrzę: ooo winda na te 6 czy 8 schodków, ale jest... (taka platforma na pilota). Tata poprosił ochroniarza, aby ten otworzył tę platformę i uruchomił, ponieważ była ona zamknięta na klucz...
Wyobraź sobie, że do tej pory nikt jeszcze nie obsługiwał tej windy, przynajmniej tak mi się wydaje, ponieważ ochroniarz, który był wyznaczony także do obsługiwania tej windy nie miał zielonego pojęcia jak ją uruchomić... Nie potrafił wsadzić nawet wtyczki od pilota sterującego tę całą maszyną... Skończyło się na tym, że mój tata musiał mu pomoc włożyć tę wtyczkę. Później zanim koleś załapał, o co chodzi to znaczy zanim rozszyfrował, która strzałka jest w górę, a która w dół to minęło jakieś 15min. Następne 15min. minęło zanim ta winda podwiozła mnie o te 6 czy 8 schodków do góry (uwierz, że przez ten czas mój tata 5 razy wtargałby mnie na 4. piętro, na którym i tak zresztą mieszkamy w bloku (hmmm - dop. Tongue of Colicab). Powrót z UM wyglądał podobnie (czyli jakieś 10min zjazdu na dół).
Gdy trzeba było pojechać po odbiór dowodu, sytuacja powtórzyła się. Tym razem inny ochroniarz, ale również nienauczony instrukcji obsługi. Rozłożył windę i następnie jakimś cudem winda przestała działać, nie wiadomo co się stało... Ochroniarz (starszy jakoś z wyglądu na 55 latek bym go oceniła) zaoferował swą pomoc przy wnoszeniu mnie, ale zanim to wypowiedział, tata miał mnie już dawno wciągniętą na górę. Całe zajście widział zastępca prezydenta wsi Sopot, ale czy coś poradził?? Nic... Pokiwał głową i poszedł na swoje stanowisko pierdzieć w stołki...
Niekompetencji ciąg dalszy! Widać jest to winda bardziej na pokaz albo taki był wymóg. Skoro po mojej 'apelacji' naprawiono chodnik przy Alei Niepodległości, to liczę również, że ochroniarze zostaną w tym kierunku przeszkoleni.
|
|