Home    Forum    O stronie


   kwasy       pod lupą       byliśmy       komunikacja      

wstępniak
Lewe zaświadczenia o dysfunkcjach uczniów w Sopocie

Najnowsze dane o dysleksji w polskich szkołach. Choć jest niż i uczniów ubywa, dyslektyków mamy coraz więcej. W porównaniu do ubiegłego roku aż o kilkadziesiąt tysięcy. W dużych miastach zaświadczenie zdobył już co trzeci uczeń! A jak jest w Sopocie?

// // Tongue of Colicab

akt oskarżenia

Tytuł oryginalny: "Wyścik do zaśfiatczeń o dysleksji " (Magdalena Kula, Marcin Markowski - artykuł pochodzi z jednego z portali)

Sopot. Rok temu właśnie tutaj padł krajowy rekord: zaświadczenia o dysleksji miało 48 proc. uczniów podstawówek i 41 proc. gimnazjalistów. Średnia europejska to 10 proc. Adam Brożek z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej: - Te dane były co najmniej dziwne. Zapytałem dyrektora sopockiej poradni, czy z naukowego punktu widzenia to możliwe, by prawie połowa dzieci miała dysleksję. Dyrektor przyznał, że nie.

Statystyki skłoniły Ministerstwo Edukacji do przeprowadzenia w Sopocie kontroli. Nie wykazała ona jednak żadnych nadużyć. Może dlatego, że kontrolowano tylko papiery, a nie to, czy Jaś Kowalski rzeczywiście ma dysleksję. Gdy jednak w tym roku znów podliczono sopockich dyslektyków, okazało się, że w gimnazjach ubyło ich o 9 proc., a w podstawówkach aż o 17. Czy liczba dyslektyków rzeczywiście spadła, czy przestraszona kontrolą poradnia rozważniej wydaje orzeczenia - nie wiadomo.

Centralna Komisja Egzaminacyjna podliczyła właśnie polskich uczniów z orzeczeniami o dysleksji. Ich liczba gwałtownie rośnie od 2002 r. (wtedy zorganizowano pierwsze ogólnopolskie egzaminy na koniec podstawówki i gimnazjum). Trzy lata temu orzeczoną dysleksję miało trochę ponad 7 proc. uczniów, w tym roku już 9,4 proc. W niektórych rejonach zaświadczenie o dysleksji ma już ponad 30 proc. gimnazjalistów i uczniów podstawówek. A to oznacza, że co trzeci uczeń mógł pisać państwowe egzaminy dłużej niż pozostali rówieśnicy i liczyć na łagodniejsze ocenianie egzaminacyjnych prac. I dzięki temu łatwiej dostać się do wybranej szkoły. Tylko w trzecich klasach gimnazjów dyslektyków jest prawie pięć tysięcy więcej niż rok temu. Mimo że liczba uczniów z tego rocznika zmniejszyła się w tym samym czasie o ponad 15 tysięcy!

Rekordowe ilości zaświadczeń wydaje się w miastach. W Gdańsku, Gdyni, Sopocie, Warszawie czy Grodzisku Mazowieckim papier o dysleksji ma co trzeci uczeń. Co czwarty zaświadczenie dostał m.in. w Krakowie, Łomży, Myślenicach. Co piąty: w Legnicy, Suwałkach, Łodzi, Wrocławiu, Częstochowie, Piotrkowie Trybunalskim, Kaliszu, Opolu. Za to na wsiach takie zaświadczenia to rzadkość. Bywają powiaty - na przykład raciborski czy rawicki - gdzie uczniowie z orzeczoną dysleksją to mniej iż pół procenta. - Te dysproporcje często w sąsiadujących ze sobą powiatach uderzają nas najbardziej. Bo jak to możliwe, że na jednym terenie dysleksję ma co trzeci uczeń, a gdzie indziej to pojedyncze przypadki? - zastanawia się Maria Magdziarz, szefowa CKE.Albo poradnie stawiają złe diagnozy, albo pod naciskiem rodziców lekką ręką rozdają zaświadczenia, by zapewnić uczniom ulgi na państwowych egzaminach.

Dyslektyków z zaświadczeniami najwięcej jest w prywatnych szkołach. W zeszłym roku wśród uczniów kończących łódzkie gimnazja niepubliczne było aż 18,7 proc. dyslektyków. W szkołach państwowych - o 5 proc. mniej. W pierwszej dziesiątce łódzkich gimnazjów z największą liczba dyslektyków, aż siedem to prywatne. A w jednej ze szkół uczniowie z zaświadczeniem to aż 75 proc.! Komisja nie chce jednak ujawnić, w której.
- Rodzice często mówią wprost, że załatwili zaświadczenie. Twierdzą, że to żaden problem, zwłaszcza w poradniach niepublicznych - mówi polonistka Bożena Będzińska-Wosik.
- Często widzą dysleksję tam, gdzie jej nie ma. Zamiast pracować z dzieckiem zwyczajnie słabym z ortografii, od razu biegną do poradni - dodaje Małgorzata Olejnik, dyrektor Gimnazjum nr 37 w Łodzi.

Wanda Papugowa, przewodnicząca krakowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Dysleksji, w przygotowanym dla komisji egzaminacyjnej raporcie zaznacza, że statystyki w wielu polskich szkołach już dawno przeskoczyły światowe normy. Twierdzi, że pojęcie dysleksji stało się workiem, do którego poza prawdziwymi dyslektykami trafiają też dzieci mające kłopoty z pisaniem albo czytaniem z zupełnie innych powodów. Na przykład godziny spędzane przed komputerem sprawiają, że u dzieci zanikają umiejętności płynnego czytania i poprawnego pisania, bo przed monitorem nie są potrzebne.

Coraz więcej ekspertów podkreśla, że w Polsce trzeba ujednolicić zasady orzekania dysleksji i wyraźnie zaznaczyć, kiedy uczeń powinien mieć prawo do taryfy ulgowej na egzaminach. Jak zmniejszyć liczbę wydawanych zaświadczeń? Prof. Marta Bogdanowicz, wiceprzewodnicząca Europejskiego i Polskiego Towarzystwa Dysleksji: - Diagnozować wszystkich 6- i 7-latków. Wtedy zagrożenie dysleksją można już wykryć. Jeśli trudności z czytaniem i pisaniem pojawiają się później, dziecko z reguły nie jest dyslektyczne. Brakuje mu tylko ćwiczeń w domu i szkole rozwijających te umiejętności.